M

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sakura "Usagi". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sakura "Usagi". Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 czerwca 2018

Od Usagi

Głośny dźwięk dochodzący tuż obok mojej poduszki dawał mi znak, że to już czas, abym wstała. Poprzekręcałam się jeszcze kilka razy to na lewą to na prawą stronę, odkryłam się kocem, chcąc jeszcze się zdrzemnąć. Nie dało jednak rady. Wyłoniłam swoją twarz spod koca i niechętnie wstałam. Odpękałam swoją poranną rutynę. Myjąc sobie zęby (była to moja jedna z ostatnich rzeczy rutyny porannej do zrobienia) spojrzałam się na lustro i zrozumiałam, że dzisiejszego dnia spóźnię się jak w każdy inny dzień, dostanę kazanie, a na sam koniec będę patrolował do późnych godzin wieczornych miasto. Martwiło mnie to, że moja rutyna poranna jak i wieczorna czy też tak jak od ostatniego czasu popołudniowa nic się nie zmieniła. Nudy, nudy, nudy i jeszcze raz nudy! Nie lubiłam się nudzić! Nic się przez ostatnie dni nie dzieje! Irytowało mnie to bardziej niż myśl o tym co dzisiaj sobie zjem na lunch.
Obecnie wymaszerowałam od swojej przełożonej i kierowałam się na patrol. Chodziłam po uliczkach. Założyłam w pewnym momencie swoją czapkę. Słońce grzało dzisiaj mocniej niż w jakikolwiek dzień wcześniej. Co prawda nie miałam nic przeciwko temu, aby świeciło, ale nie wyobrażałam sobie, że może tak mocno. Włożyłam ręce do kieszeni spodni. Napotkałam średniej wielkości kamyk na swojej drodze, w sam raz odpowiedni, aby nim sobie pokopać. Kopałam go raz lewą to prawą nogą. Podchodziłam do niego coraz szybciej. Przy końcu biegłam. Chcąc ostatni raz już kopnąć kamyk użyłam odrobinę więcej siły, aby podrzucić kamyk do góry i wtedy ładnie w powietrzu kopnąć go i trafić do celu. Zupełnie tak jakbym to zrobiła piłka do piłki nożnej. Zrobiłam tak jak pomyślałam, jedyny problem w tym, że kamyk zleciał mi odrobinę z kursu tym samym trafiając w głowę jakiegoś przechodnia.
- Przepraszam, przepraszam... - pobiegłam jak najszybciej do tej osoby, aby ją przeprosić. - Przepraszam, naprawdę nie chciałam trafić ciebie - zniżyłam swoją głowę.

<Ktoś?>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

sobota, 5 maja 2018

Od Usagi do Camille

Głośny dźwięk tuż obok mojego łóżka się rozległ. Zaspana zaczęłam szukać rzeczy, która wydawała z siebie ten głośny dźwięk. Sama nie wiem jak to się stało, ale głośny dźwięk zniknął. Wtuliłam się do swojej puchatej poduszki, poddając się kompletnie objęciom morfeusza. Nie chciało mi się wstawać. Było przyjemnie ciepło w dodatku poduszka sama mówiła, abym wtulała się do niej przez jakiś czas. Zasnęłam. Głośny dźwięk rozległ się ponownie po pokoju z tym, że był jeszcze głośniejszy. Zezłoszczona otworzyłam oczy i szukałam tego czegoś co wydaje taki głośny dźwięk. Po rozejrzeniu się do okoła zobaczyłam swój telefon. Był to budzik. Wzięłam do ręki telefon, a po przyjrzeniu się na godzinę, byłam zmuszona wstać. Zapewne się spóźnię, ale nie przejmowałam się tym za bardzo. Usiadłam na krawędzi swojego łóżka. Wyciągnęłam się solidnie i ostatni raz ziewając, wstałam na równe nogi. Założyłam na siebie coś, związałam włosy, nawet ich nie czesząc, wzięłam do reki kupioną wczoraj bułkę i wyszłam z mieszkania. Dotarłam jakoś do bazy, aby otrzymać rozkazy na dzisiejszy dzień. Oczywiście nim je dostałam musiałam się zmierzyć z karą jaka to mnie czekała, przez to, że się spóźniłam. Po wykładzie od głównego dowódcy dostałam za zadanie, aby poobserwować wszystko z góry i zdać raport, gdyby coś było nie tak. Przytaknęłam głową, że się zgadzam po czym wymaszerowałam z pomieszczenia.
Na sam początek potrzebowałam pilota oraz samolotu. Udałam się na lotnisko, gdzie wypytałam się o wolnych pilotów oraz samolot. Znalazł się pilot jak i też samolot. Nie miałam więc nic innego już do zrobienia, chyba. Nie zgodziłam się na ubranie jakiegoś tam kombinezonu, więc po sprzeczkach z nimi i tak tego nie zrobiłam. Podeszłam do samolotu jakim to miałam dzisiaj "zwiedzić" z lotu ptak nasze małe miasteczko.
- Teraz tylko trzeba sprawdzić to i to... - słyszałam głos dziewczyny. Po rozejrzeniu się, zauważyłam ją. Była pod kadłubem samolotu. Nachyliłam się, a ona w tym momencie wysunęła się spod niego. Nasz wzrok się spotkał. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jej oczy były takie piękne. Zieleń oczu była taka piękna, że nie potrafiłam się przestać jej przyglądać.
- Więc to ty będziesz moim pilotem - powiedziałam trochę ciszej, zamyślonym głosem. Po chwili jednak pojawił mi się uśmiech na twarzy. - Jestem Sakura. Miło mi ciebie poznać - wyciągnęłam w jej stronę dłoń, aby pomóc jej wstać z podłoża.


<Camille?>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Usagi CD Stefki

Mężczyzna się złościć. Trochę mi się zrobiło smutno, ale tak tylko trochę. Mój entuzjazm został spalony przez niego, ale nie podałam się. 
— Kochanieńka moja, to cudownie z twojej strony, naprawdę, ale... - zaczął rozmowę. - ...jak mi zobaczą, co się dzieje, to nam obu może się dostać, a jak ci jeszcze znowu te uszęta wynajdą i przypomną sobie, że w sumie się z tobą spoufalam, to kulka w łeb murowana - chyba się bał lub po prostu mnie nie chciał widzieć na oczy. - Zachowaj to dla siebie, cokolwiek tam masz, naciesz się, nie wydawaj pieniędzy na starego starusieńkiego i staraj się nie odwdzięczać za rzeczy oczywiste, bo ci każdy normalniejszy pomoże w ten sposób, przecie i tak wszyscy w tym siedzimy. - chyba wylądował wtedy swoją całą złość oraz frustracje. Spojrzałam się na niego trochę zamyślona ale też i poważnie - No, zmykaj mi z widoku teraz, bo za chwilę zamykam. - dodał na sam koniec. 
Nie chcąc się sprzeczać, zostawiłam podarunki na ziemi następnie skierowałam się do wyjścia. 
- Do zobaczenia - odparłam machając ręką w jego stronę. On spojrzał się tylko na mnie wzrokiem mówiącym " Idź sobie już wreszcie! Nie chce ciebie tutaj!"
Wyszłam i skierowałam się do domu. Tam od razu położyłam się do łóżka i zasnęłam. Nic więcej nie było mi potrzebne w tej chwili. 
Ranek. Była godzina czwarta, więc oznaczało to, że muszę już wstawać. Zapewne się spóźnię ale to normalne u mnie, jeżeli chodzi o taką porę dnia. Że też zawsze mi muszą dawać patrole o takich godzinach! Gdyby nie to, to bym się z pewnością bardziej przydała, a tak to jestem jak chodzące zombie. Wzięłam małe co nie co na ząb. Wzięłam Ryuu że sobą i wyszła z mieszkania. Ziewałam przez całą drogę do głównej kwatery. Tam dostałam patrolowania okolic z wczoraj. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem na samą myśl o tym jak to ten mężczyzna będzie się na mnie denerwował. Co prawda trochę mi zeszło tuż po tym jak zdałam raport, ale kwiaciarnia była dzisiaj otwarta szybciej niż w inne dni. Jako, że zapomniałam czapki swojej z domu, dostałam jedna od pewnego żołnierza. Byłam mu wdzięczna, bo gdyby nie on z pewnością musiałabym wracać do domu po swoją. 
- Dzień dobry - przywitałam się z uśmiechem na twarzy, a on spojrzał na mnie w krzywy sposób.
- A ty tu czego? - spojrzał się na mnie.
- Przyszłam kupić kwiatki - orzekłam. Jako, że będę przechodzić koło kościoła to świetna okazja, aby wejść do środka i złożyć hołd jednemu z moich kompanów. - Tylko te kwiaty mają być we wesołych kolorach i najlepiej z jakąś wstążką ładną - dodałam, uśmiechając się. - No tak! - przypomniało mi się w ostatniej chwili. - Poprosiłabym również kilka kwiatków ale osobno. Mają być dla chłopców jak i dziewczynek - mój patrol miał dzisiaj nieograniczony czas, a że koło kościoła znajdował się również szpital dziecięcy to miałam wręcz doskonałą okazję aby zaliczyć dwa miejsca za jednym razem. - To jak będzie? - spojrzałam się na niego. 

<Stefka? ^^>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

środa, 4 kwietnia 2018

Od Usagi CD Stefki

Zaczęłam krążyć po kwiaciarni. Każdy z kwiatów miał specyficzny ładny zapach. Kwiat, której nazwy nie znałam, nosił dość specyficzną nazwę. Nie znałam co prawda tego kwiatu z wyglądu, ale nazwa obiła mi się o uszy. Spojrzałam się na mężczyznę, który wyglądał przez szybę okna. Ceglane włosy błyszczały się w promieniach słońca. Pojedyncze siwe włosy mało co byłe zauważalne. Oczy, które podążały za ludźmi zza okna. Mężczyzna czekał, aż tamci sobie pójdą. Postura mężczyzny była postawna, zupełnie tak jakby kiedyś był policjantem czy coś w tym stylu. W mundurze zapewne było mu do twarzy.
- To ja będę się już zbierać — pomachałam mężczyźnie. Wzięłam Ryuu w objęcia, następnie wyszłam ze sklepu.
Przyjrzałam się godzinom otwarcia sklepu. Miałam zamiar odwdzięczyć się mężczyźnie w odpowiedni sposób. Po zdaniu raportu mojemu przełożonemu mogłam wrócić do domu. Dzisiejszy dzień należał do tych luźniejszych, cieszyłam się z tego nieogromnie. Weszłam do sklepu, tam poprosiłam starszą sprzedawczynię czy mogłaby mi zapakować małe co nieco z jej sklepu jako prezent w ramach podziękowania. Pyszne ciastka, które to staruszka sprzedawała w tym sklepie były najlepsze, jakie znałam w tutejszej okolicy. Dodatkowo zakupiłam małą buteleczkę trunku. Co jak co, ale tamten mężczyzna był wystarczająco duży, aby pić alkohol. Ciastka zapakowane były w przepiękne, kolorowe pudełko wraz ze wstążką na samej górze. Natomiast butelka trunku nie została zawinięta w papier czy coś. Co to, to nie! Buteleczka sama w sobie była ładna. Mała wstążka wystarczyła, aby ją odpowiednio przyozdobić. Spojrzałam się na zegarek. Miałam jeszcze jakieś czterdzieści minut przed zamknięciem kwiaciarni. Dojście do celu zajęło mi około dwudziestu minut. Pozostało mi tak więc jeszcze ostatnie dwadzieścia minut, nim ceglasto-włosy mężczyzna zamknie swój biznes. Weszłam do środka, a mały dzwoneczek dał znać, iż kolejny klient przyszedł.
- Dobry wieczór! - usłyszałam znajomy głos.
- Dobry! - powiedziałam radośnie z wymalowanym uśmiechem na twarzy. - Przepraszam, że się narzuciłam dzisiejszego ranka. Dziękuję również za pomocną dłoń. W ramach podziękowania przyniosłam coś dla pana. - wyciągnęłam obie dłonie wraz z oba prezentami dla niego.

<Stefka? trafiłam z prezentem? ^^>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Usagi CD Kaina

Miałam dzisiejszy cały dzień dla siebie. W duchu cieszyłam się z tego, że dostałam nocny patrol. Wolałam w dzień więcej pospać niż w nocy. Jak dla mnie to noc była chyba jedyna porą gdzie nie musiałam się ograniczać. Przyszłam około siódmej rano. Po krótkim prysznicu gdzie już zasypiałam od razu dałam się ponieść ciepłym objęciom morfeusza. Kochałam moje łóżko. Rano może i świeciło słońce a temperatura była plusowa, ale noc taka nie była. Temperatura schodziła zawsze poniżej zera, a wiatr chyba mnie kochał, że zawsze musiał mi towarzyszyć. Zasnęłam. Byłam na łące. Kolorowe kwiatu otaczały mnie, a czyste, niebieskie niebo na którym świeciło przepiękne słońce. Delikatny wiatr który powiewał roznosił przepiękne zapachy kwiatów.

Stałam sama, a postać która stała przede mną była niewyraźna. To co widziałam to to, że ta osoba się uśmiecha. Jego uśmiech był ciepły, miły dla oka. Coś powiedział jednak ja tego nie usłyszałam. Słońce oślepiło mnie, a tej osoby nie było. Obudziłam się. Ryuu kazał mi wstawać, gdyż prawie był czas na mój nocny patrol. Otworzyłam powoli oczy. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Ryuu, a tuż za nim zegarek na którym widniała godzina czternasta. Szybko zerwałam się z łóżka i poszłam pod prysznic. Gorący prysznic to to co obecnie potrzebowałam. Ubrałam się gdy wyszłam z pod prysznica i się osuszyłam. Włosy były co prawda mokre, ale nie było źle. Założyłam swoją czapkę, aby ukryć uszy po czym ruszyłam. Ryuu będąc dzisiaj pod postacią małej pandy ( chyba mu się ostatnio spodobały pandy, że tak cały czas lubiła być pod tą postacią ) zawiesił się na moim prawym ramieniu. Idąc przez miasto, weszłam do jednego ze sklepów, aby kupić coś na ząb przez całą moją dzisiejszą służbę.
- Że też wzięłam sobie dwie zmiany na raz - powiedziałam odrobinę zrezygnowana.
- Przynajmniej czymś się zajmiesz - powiedział Ryuu klepiąc mnie swoją pandzią łapka po ramieniu. Miał prawdę co do tego. Zapłaciłam za zakupy, schowałam wszystko do swojej torby i ruszyłam przed siebie. Cieszyłam się iż mój towarzysz mógł mi towarzyszyć. Nie nudziło mi się oraz cały czas miał mnie pod kontrolą. Czas o dziwo mi się dzisiaj szybko minął.
Niebo nie było już jasne, przybrało kolor granatu a chmury zgromadziły się na niebie które wcześniej było jasne. Chodząc sobie na luzie po uliczkach usłyszałam coś co mnie zaniepokoiło. Słyszałam wyraźnie jak ktoś biegnie w moją stronę, a tuż za tą osobą kilka innych osób.
- Ryuu czy mógłbyś zmienić się w katane? - poprosiłam go, a on zrobił to o co go poprosiłam. Jakiś dzieciak biegł tuż obok mnie. Zaciągnęłam go do siebie, aby go ukryć przed tamtymi. Zasłoniłam mu usta swoją ręką. Chłopak chyba się denerwował. Jego tętno przyspieszyło. Słyszałam to i to bardzo dobrze. Nawet to czułam.
- Spokojnie, nic tobie nie zrobię - uspokoiłam go, a przynajmniej tego chciałam.
Jakiś bezdomny kot buszował po śmieciach w aleje w której się ukrywaliśmy. Los chciał tego, że też ten kot napatoczył mi się na drogę i musiał narobić takiego hałasu. Mężczyźni biegnący za chłopakiem o ile oni biegli za nim zobaczyli mnie. Nie miałam innego wyjścia jak ich uspokoić. No i tak też zrobiłam. Bez użycia swojej katane, tylko za pomocą moich rąk, uciszyłam ich odpowiednio. Wzięłam chłopaka za rękę, która był strasznie zimna, ale to drobny szczegół. Pociągnęłam go za sobą. Znałam na pamięć te uliczki oraz miejsca w których można było się ukryć. Kilka minut biegu zaprowadziło nas do opuszczonego domu. Weszliśmy do środka. Wiedziałam iż nas tu nie znajdą, więc postanowiłam sobie zrobić przerwę. Często chodziłam do tego miejsca, aby się ogrzać. Nawet miałam wszystko przygotowane.
- Usiądź sobie młody. Na razie musimy poczekać tutaj - puściłam jego rękę i przeszłam do rozpalenia w kominku. Dzięki temu w pomieszczeniu zawitało odrobinę światła oraz ciepła. Były tutaj również koce.
- Ogrzej się nimi nim się rozchorujesz - położyłam dwa koce tuż obok niego. On przyglądał się mi oraz temu co robię. Jego nos był czerwony co oznaczało tylko jedno! Młody tak zmarzł, że pewnie nie ma sił aby rozmawiać. Sięgnęłam do swojej torby. Tam miałam termos w którym znajdowała się przepyszna, gorącą herbatą malinowa. Wlałam do plastikowego kubka odrobinę i wyciągnęłam dłoń z kubkiem w jego stronę. Natomiast w drugie ręce podałam mu kilka ciastek oraz lizaka.
Ryuu wiedział, że nie może się pokazywać chłopakowi dlatego siedział cicho, przemieniony w miecz.
- Nic ci nie zrobię jeżeli chodzi o to. Po prostu moim zadaniem jest ciebie chronić tak jak innych przed tamtymi osobami - dodałam coś od siebie z uśmiechem na twarzy.

<Kain?>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Usagi CD Stefki

Uciekający chłopak wpadł na mnie i nie mówiąc ani słowa pobiegł dalej. Mogłam mu przyznać, że potrafi szybko biec nie mniej jednak to go nie usprawiedliwiało. Zastanowiłam się dlatego też tak szybko ucieka. Miałam nadzieję, że nikt nie zauważył moich uszu. Miałam cichą, a zarazem ogromną nadzieję, że nikt ale to nikt ich nie zauważył. W pewnym momencie jakiś mężczyzna podszedł do mnie i próbował mi pomóc wstać.
— Wstajemy, wstajemy, no, chyba że chcesz, żeby ci nasi strażnicy miejscy uszęta upierdolili przy samym łbie — warknął do mnie, a ja kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Zrobiłam jednak tak jak kazał i poszłam tuż za nim. Weszliśmy do środka jakiejś kwiaciarni. Od razu poczułam rozmaite zapachy kwiatów.
- Dlaczego od razu nie uciekłaś gdy twoja czapka spadła z głowy! Masz szczęście, że ci strażnicy ciebie nie zobaczyli! - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zachowywał się zupełnie tak jak major. Spojrzałam się na niego, wyglądał chyba na zmęczonego. Spojrzałam się na moje ramię na którym siedziała moją panda Ryuu.
Wzięłam w obie dłonie Ryuu i wyciągając dłonie na wprost mnie spojrzałam sir na jego pyszczek.
- Czy nic ci się nie stało? - zignorowałam na chwilę mężczyznę. Martwiłam się o Ryuu bo jakby nie było to ja tylko jemu ufałam.
- Spokojnie, nic mi nie jest! - powiedział na głos. - Dziękuję za troskę, a teraz podziękuj temu panu tak jak się mu należy - skierował swoją pandzią łapkę w stronę wysokiego mężczyzny.
- Dziękuję panu za uratowanie Ryuu! - wzięłam pande do siebie, aby było mi wygodniej. W ramach podziękowania skłoniłam się w pół. - Czy to pana sklep? - zapytałam. Zaczęłam rozglądać się po sklepie. Było dużo kwiatów. Niektóre z nich znałam, ale niektóre były takie ładne a i tak ich jeszcze nie widziałam, a co za tym szło nie znałam ich nazwy. Jakoś chciałam uniknąć tematu o moich uszach. - Jak nazywają się te kwiaty? - wskazałam palcem na nieznane mi kwiaty, a wzrok zwróciłam ku wyższemu ode mnie mężczyźnie. Uśmiechnęłam się wesoło w jego stronę.

<Stefka?>


sobota, 31 marca 2018

Od Usagi

Byłam na łące. Kolorowe kwiatu otaczały mnie, a czyste, niebieskie niebo na którym świeciło przepiękne słońce. Stałam sama, a postać która stała przede mną była niewyraźna. To co widziałam to to, że ta osoba się uśmiecha. Jego uśmiech był ciepły, miły dla oka. Coś powiedział jednak ja tego nie usłyszałam. Słońce oślepiło mnie, a tej osoby nie było. Otworzyłam swoje oczy. To był tylko sen. Zwykły sen. Położyłam dłoń na swoim czole. Promienie słońca wchodziły przez okno i padały wprost na moją twarz. Czułam jak moje nogi są ciężkie. Jakby ktoś na nich spał. Przeszłam do pozycji siedzącej. Zwróciłam swój wzrok na moje nogi. Był to tylko Ryuu, który zamienił się w pande. Wyglądał uroczo gdy spał. Wzięłam delikatnie swoje nogi z których zrobił sobie poduszkę.

Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
- Ryuu wstawaj! - stanęłam, a on otworzył swoje małe pandzie oczy. Wzięłam go na ręce. Był trochę ciężki, ale nie było aż tak źle. Postawiłam go na blacie kuchennym. Wciąż był śpiący. Zrobiłam nas śniadanie, które zjedliśmy wspólnie.
- Czy masz przez cały dzień zamiar być panda? - zapytałam się, a on spojrzał na mnie.
- Tak - odparł krótko, uśmiechając się delikatnie.
- To zrób coś, żebyś nie był taki ciężki - powiedziałam po czym udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic po którym się odrobinę rozluźniłam. Sen wciąż tkwił mi w głowie, zwłaszcza ten moment w którym próbuję mi coś powiedzieć. Zupełnie nie wiedziałam co powiedział.
Ubrałam się i przygotowałam do wyjścia. Ryuu zawiesił się na moim ramieniu. Jego waga była lżejsza od tej porannej. Pogłaskałam go po głowie. Wyszliśmy oboje z naszego mieszkania i ruszyliśmy na miasto. Dostałam rozkazy, aby przyjrzeć się pewnej sprawie. Od jakiegoś czasu coś się działo, ale nikt jeszcze nie wiedział co. Ja miałam się o tej sytuacji dowiedzieć więcej. Schowałam swoje uszy pod czapką. Nie chciałabym mieć przez to jakichś problemów. Idąc sobie spokojnie ulicami, które nie były za bardzo zatłoczone, rozglądałam się do okoła. Nie wiem jak to się stało, ale chłopak który przed czymś uciekał wpadł wprost na mnie. Ja upadłam na ziemię, a moja czapka spadła mi z głowy. Szybko wzięłam ją do ręki i założyłam na głowę. Spojrzałam się na siedzącego Ryuu na moim ramieniu. Na szczęście nic mu nie było.
- Powinieneś uważać jak biegasz! - spojrzałam się na niego będąc trochę zła.

<Jakiś chłopak?>

środa, 28 marca 2018