M

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tamara "Bruno". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tamara "Bruno". Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 kwietnia 2018

Od Bruno CD Stefki

Stałam w jednym miejscu patrząc na dużo starszego mężczyznę. Jego rosła postura jakby nie pasowała do kwiatów, spokoju i stabilizacji. Blizna rozciągająca się po jego twarzy zdecydowanie mi się z tym nie kojarzyła. Chciałam go dalej analizować jednakże przypomniałam sobie, że tak nie można. Moje zboczenie zawodowe nie pozwalało na normalne funkcjonowanie bez zwracania uwagi na pewne rzeczy nawet wyglądu. Oswajanie i uczenie się tego od najmłodszych lat spowodowało, że bezpowrotnie będę podchodzić do ludzi z analitycznym podejściem: rozebrać na kawałki pierwsze, snuć bardziej lub mnie prawdopodobne przypuszczenia.
Wróciłam jednak do obserwowania sprzedawcy co jakiś czas zerkając na kwiat, które oglądał.
 - Dobra, to jaśminy, miłe, ładne, przyjemny, intensywny zapach, tam stoi taki ładny, bielusieńki. Słoneczka trochę, do ogarnięcia i ładnie wyglądają, szczególnie jak dziko zakwitną, wie pani, o co chodzi. Na drugiej półce od lewej eucharisy, lilie amazońskie, jak zwał, tak zwał, duże kwiatuszki, duże liście, żyć nie umierać. Tamten pnący się bluszcz - niebluszcz, to hoja, pachną bardzo intensywnie, trochę drogie, ale osobiście uważam, że są warte swojej ceny. No, a jak bardzo by pani chciała czegoś dzikiego, z pazurkiem, to chyba najbardziej bym pani polecił muchołówkę, oklepane i znane, no ale jakie egzotyczne i ciekawe - mówił to wszystko jednym rytmem, wskazując palcem każdą roślinę po kolei, a na końcu zerkając na mnie.- Tyle mam do zaoferowania i tak dość szeroki asortyment, jak na te czasy - zaśmiał się cicho, kiwając delikatnie głową.
-Śmiem nie wątpić, do jakiegokolwiek sklepu nie wejdziesz jest to samo - uśmiech mi lekko zbladł na myśl o aktualnym stanie rzeczy. - Chciałabym powiedzieć, że wiele do zaoferowania mają ludzie ale takich coraz mniej. Wojna zmienia ludzi. W ogóle czasem mam wrażenie, że większość ludzi szuka jakiegokolwiek pretekstu do konfliktu - zaczęłam drażliwy temat.
Mężczyzna spojrzał na mnie w lekkiej zadumie. Kiwnął nieznacznie głową.
-Coś w tym jest - mruknął jedynie oczekując chyba, że wybiorę kwiatka.
-Tak musi być  w tym - dodałam twardo przerzucając spojrzenie z zaproponowanych roślin. - Gdyby tak nie było, historia ludzkości nie byłaby taka krwawa. I to aż dziwne, że po wielu tysięcy latach ludzie nigdy nie zorientowali się, że mieszkają wśród nich  Mutanci - zauważyłam podchodząc do jaśminów. - Musieli być naprawdę inteligentni. Co się z nimi stało w tych czasach. Może działa rozwój technologii, kij wie - wzruszyłam ramionami zaciągając się zapachem kwiatów.
-Dobre spostrzeżenie - odparł sprzedawca. - Wybrała już pani? - zapytał wracając do mojego celu przybycia. Wydawało mi się, że moja obecność tutaj trochę przeszkadzała mężczyźnie.
-Tak, jaśmin będzie idealny - odpowiedziałam.
Wzięłam doniczkę i udałam się do lady kiedy poczułam wibracje swojego telefonu. Postawiłam ją na ladzie i przeprosiłam widząc, kto do mnie dzwoni.
-Przepraszam, pilne - rzuciłam i odebrałam telefon.
Wyszłam na chwilę przed sklep. Próbowałam wytłumaczyć, że przez godzinę nie będę mogła podjąć jakiejkolwiek decyzji. Bycie generałem to czasami zbyt wymagające stanowisko. Po skończeniu rozmowy wróciłam do sklepu.

<Stefka? Może wybierzesz do tego doniczkę ładną? Wzbogacisz się>

piątek, 30 marca 2018

Od Bruno CD Stefki

Siedziałam na biurku z nogami opierającymi się o krzesło. Znajdowałam się w bazie konspiracji, gdzie czasami mój entuzjazm był aż nadto dla nich irytujący. Ba, w dużej mierze chcieliby żebym tutaj nie wpadała, bo zwyczajnie zachowuje się jak dziecko. Jak i tym razem.
Duża mapa Warszawy wisiała naprzeciwko mnie na szerokości całej, szarej ścianie. Powbijane miałam tam lotki, i noże, będące bardzo dobrze widoczne z mojej odległości. W niektórych miejscach był postawiony znak zapytania, a w innych czerwony krzyżyk. Mapa również posiadała pełno powbijanych oczojebnych pinezek, dzięki którym szybko orientuje się co gdzie i jak. Znając w głowie legendę, co które znaczy doskonale się w niej odnajdywałam. Rola generała opierała się na kierowaniu całą jednostką i wydawaniu rozkazów. Muszę być cholernie ostrożna, ponieważ każda decyzja miała ogromny wpływ na życie moich towarzyszy. Ludzie z pewnością są w fazie testów albo już odnaleźli sposób na znaczne obniżenie działania naszych mocy. Mnie osobiście napawa to pewnym rodzaju ekscytacją, ale z drugiej strony odczuwam strach o niektórych  mutantach, którzy bez swojej anomalii zwyczajnie nie są już tak skuteczni w walce. Dlatego trzeba działać skutecznie i szybko. Najważniejszy element: zaskoczenie.

Jestem chwilowo jedynym generałem, który nie musiał przechodzić szkolenia samoobrony. Całe swoje pieprzone życie poświęciłam na naukę walki. I w porównaniu z tamtymi szkoleniami, jeśli nie są szybko uczącymi się osobami, to tylko będą znać podstawę jak: rozłożenie i złożenie broni, jak się nią posługiwać i jak w teorii się skradać, być cicho. Ewentualnie parę prostych ruchów z samoobrony. To nie wystarczy na kogoś zaawansowanego, ale wystarczające zaskoczenie, bo cokolwiek umiemy. Stąd też chwilowo muszę poczekać z jakimikolwiek działaniami. Czekać na lepsze przeszkolenie.
Nadymałam policzki, gwałtownie odchyliłam głowę do tyłu wypuszczając powietrze i stękając z wyraźnym rozdrażnieniem. Nie było nic gorszego niż niemożność działania. Podrapałam się po karku zeskakując z biurka. Usłyszałam charakterystyczne pukanie. Uśmiechnęłam się promiennie.
-Danielu mój ty łosiu no wchodź! Nigdy mi nie przeszkadzasz - uprzedziłam jego nie wypowiedziane pytanie.
-Nie nazywaj mnie łosiem - przymrużył oczy.  Zasalutował błyskawicznie.
-Masz cudowne imię - zaśmiałam się również salutując. - Co cię do mnie przyprowadza?
-Nowi rekruci - te dwa słowa wystarczyły by skupić w zupełności moją uwagę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przebieżka po Warszawie zawsze działa na mnie kojąco. W ten sposób najskuteczniej rozładowywałam wszystkie złe myśli. Albo ćwiczenia gimnastyczne. One również są swojego rodzaju dobrą dla mnie rozrywką. Mijając plac zabaw z dzieciakami nagle przystanęłam. Błyskawicznie zawróciłam w stronę placu zabaw gdzie pognałam najszybciej jak się da, dając popis przed smarkaczami. Wykonałam piruety, gwiazdy i różne inne sztuczki, których uczyłam się latami. Gimnastyka jest naprawdę fajna. Dzieciaki prosiły o jeszcze, wykrzykiwały radośnie przez moment zapominając o żołnierzach, którzy skrupulatnie wykonywali swój obchód. Chciałam by na ich buziach wykwitały szczere uśmiechy, jak u mnie. Można popaść w paranoję kiedy jest się jeszcze bardziej odstającym człowiekiem. Wystarcza mi wspaniałomyślna choroba, której właściwie nie leczę. A bynajmniej nie całościowo. Właściwie to ona mi nie przeszkadza. W gruncie rzeczy przecież w życiu chodzi o to aby osiągnąć szczęście. A ja je odczuwam niemalże cały czas. Nagle czar prysł kiedy dotarły do mnie krzyki, kobiety i paru mężczyzn. Wydawało mi się, że słyszę niemiecki.
-No moje urwisy, wybaczcie mi ale rozpoznajecie głos kobiety? -spytałam zaciekawiona, może trochę będąc zbyt bardzo wścibska.
-To pani Szarata, sprzedaje najlepsze słodycze w okolicy. Jest czasem zbyt głośna dlatego tak się dzieje.
Kiwnęłam głową. Chwilę jeszcze posiedziałam by pożegnać się i udać w stronę domniemanej Szaraty. "W życiu bym nie pomyślała że jest takie nazwisko", pomyślałam. Wyszłam gdzieś w okolicę miejsca gdzie dawniej musiały rosnąć piękne kwiaty: teraz zostały z nich tylko zgliszcza zielono-zółtego czegoś. Nad nimi pochylała się starsza kobieta, widać było że pełna werwy. Rozejrzałam się i wnet dostrzegłam sprawców tego zamieszania. Dwójka żołnierzy z wilczurem.
-Co to za kwiaty? - zagaiłam kobietę, która nie mogła zrezygnować z zmierzenia mnie wzrokiem.
-Rudbekia błyskotliwa. Moje najukochańsze kwiaty. Teraz nic z nich nie zostało, a to wszystko..
-Tak, wiem, nie musi pani mi tego tłumaczyć. Doskonale zdaję sobie sprawę o co może pójść. Im nigdy nie można dogodzić, a każdy sprzeciw jest  traktowane jak najgorsza zbrodnia. Bez sens co nie? Jakby nie mogli dogadać się z tymi innymi - uśmiechałam się wesoło patrząc na wszystko dookoła.
-Kompleks bogów. Jest ktoś silniejszy więc trzeba pokazać, że jednak są słabsi. Wykończymy się w ten sposób - rzuciłam kobieta.
-Dokładnie, zaraz wrócę do pani, dobrze? Chciałabym  coś sprawdzić - oznajmiłam i nie czekając zaczęłam szukać kwiaciarni. Do jakiejkolwiek bym nie weszła, nie posiadają w swoim asortymencie tego konkretnego kwiatu. Wróciłam do kobiety oznajmiając, że nigdzie w pobliskich kwiaciarniach nie mają tego okazu. Zapewniłam jednak, że jeśli znajdę się w innej części Warszawy z pewnością zapytam o ten gatunek. Kobieta cały czas twierdziła, że nie ma potrzeby lecz nie dałam za wygraną i przyrzekłam kupić jej jebane kwiaty do ogrodu.
Idąc w kierunku swojego małego mieszkania stwierdziłam, że może fajnie byłoby mieć jakiegoś kwiatka. Moje mieszkanie gdyby nie cały czas porozwalane rzeczy wyglądałby bardzo oficjalnie- zero dodatków. Weszłam więc do jednej z kwiaciarń. Już na wejściu rudzielec spojrzał na mnie unosząc brwi.
-Nie mamy rudbekii błyskotliwej - powiedział na wstępie patrząc z typowym dla sprzedawcy spojrzeniem: śledzę każdy twój krok, po co tu przyszłaś?
-Przyszłam tu w innej sprawie- zaczęłam i chichocząc doskoczyłam do lady w mgnieniu oka. Oparłam się dłoniami pochylając w jego stronę. - Wie pan, czasem przydaje się jakiś ładny element, towarzysz w mieszkaniu, kwiatek będzie akurat. Tylko problem jest taki, że ja kompletnie nie znam się na kwiatach. No tak totalnie. Inne kobiety wiedzą mniej więcej jakie są kwiaty a ja co najwyżej umiem rozpoznać tulipana! No i może krokusa, przebiśniegi, sasanki, chabry i może pewnie jeszcze trochę ale nadal nie widzę różnicy między żonkilem a narcyzem! - bełkotałam coś od rzeczy, fajnie gadało się z nieznajomymi.
-To już jest coś, nie jest pani taka zielona - powiedział będą trochę zmieszany moim gadaniem. - Więc czego pani szuka? - zadał standardowe pytanie.
-Nie wiem czy są takie kwiaty, ale chciałabym czegoś co kojarzy się z takim pazurem i energią. Żeby utożsamiał się ze mną - wyprostowałam się szczerząc zęby.
-Nie lepiej w takim razie zaadoptować zwierzątko?
-Nie - mocno pokręciłam głową. - Chciałabym spróbować w rośliny. To jak? Ma pan coś? - naprawdę chciałam mieć swoją własną roślinkę w mieszkaniu.

<Stefka? Zapodasz roślinkę?>

niedziela, 18 marca 2018