M

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefka&Usagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefka&Usagi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 kwietnia 2018

Od Stefki CD Usagi - Zakończenie

Miałem ochotę coś roztłuc, gdy kobieta, zamiast postawić rzeczy na ladzie, która stała centralnie przed nią, postawiła wszystko na podłodze, no cholera jasna, myślała ona, czy jednak jakoś moment jej jakiekolwiek procesy myślowe ukrócił do minimum, bo żem pyska nastrzępił. Rozwydrzone bachorska, które myślą, że są w konspiracji, to świat przed nimi padnie na kolana i zacznie ich całować po stopach, kurwa światełka narodów, gówno prawda, srał to wszystko pies. Sami sobie zasłużyli na cierpienia, a teraz jeszcze płaczą.
No przepraszam, wystarczało nie poddawać się emocjom i rozwalać nastolatków o ściany ze swoją nadludzką siłą. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a nawet jak potem poprawisz, to niesmak po złej nocy i tak pozostanie.
No, ale co miałem zrobić, jak podnieść te nieszczęsne pakunki, rzucić je na magazyn, bo mi kto jeszcze je podepcze, a nie chciałem mieć dziwnej, niezidentyfikowanej plany, czegoś rozpaćkanego na podłodze, żeby jeszcze potem to sprzątać, no do tego poziomu jeszcze żem się nie zapędził.
Westchnąłem ciężko, ogarnąłem pomieszczenie i oficjalnie zamknąłem na dzisiaj sklep, a kamień spadł mi z serca. W końcu wieczór, odpoczynek, cisza, spokój, piwo, kontynuowanie usypywania mojej małej górki z kiepów i nadzieja na lepsze jutro. Bo nic innego przecież mi nie pozostało, prawda? Podciągnąłem tylko rękawy, rozglądnąłem się po ulicy i upewniając się, że już nic, ani nikt, póki co mi nie zagraża, ruszyłem szybkim krokiem do mieszkania, przy okazji namiętnie obracając zapalniczkę w dłoniach.
— Przyszłam kupić kwiatki — oznajmiła kobieta, która na następny dzień ponownie postanowiła przybłąkać się do kwiaciarni, tym razem jednak w jakichś neutralnych i przede wszystkim normalnych intencjach. Bo przecież zakup chabazi był absolutnie na miejscu, od tego tutaj byłem, prawda? Przynajmniej kilka groszy wpadnie do kieszeni. Uniosłem brwi, ale pokiwałem głową. — Tylko te kwiaty mają być we wesołych kolorach i najlepiej z jakąś wstążką ładną — dodała. — No tak! Poprosiłabym również kilka kwiatków ale osobno. Mają być dla chłopców jak i dziewczynek. — No i teraz to mi gwoździa zabiła, bo co oznaczało „kwiaty dla dziewczynek” i „kwiaty dla chłopców”? Czy serio docieramy do momentu, gdy rośliny i ich rodzaje zaczynają mieć płeć, jakby facetowi róży nie można było wściubić na walentynki? No ja bym się ucieszył, jeszcze jakby mi takiego badyla, jaki atrakcyjniejszy mąż przytargał, to bym skakał i piszczał z radości jak bachorstwo z podwórza, tymczasem coś takiego? — To jak będzie? — No, ale jak to się mówi, klient nasz pan, dlatego bez zająknięcia, mruknięcia, czegokolwiek, po prostu przygotowałem jakiś tam, jak to poprosiła, kolorowy bukiet, kilka ciętych kwiatów i wszystko ładnie sprezentowałem w akompaniamencie gdzieś tam cichutko przygrywającego w tle Stromae.
Sprezentowałem wszystko, rzuciłem ceną, kobieta zapłaciła i nawet dobrze nie zareagowaliśmy, bo po prostu zniknąłem na zapleczu na dłuższy czas, a gdy wróciłem, nastolatki po prostu nie było.

Koniec.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Usagi CD Stefki

Mężczyzna się złościć. Trochę mi się zrobiło smutno, ale tak tylko trochę. Mój entuzjazm został spalony przez niego, ale nie podałam się. 
— Kochanieńka moja, to cudownie z twojej strony, naprawdę, ale... - zaczął rozmowę. - ...jak mi zobaczą, co się dzieje, to nam obu może się dostać, a jak ci jeszcze znowu te uszęta wynajdą i przypomną sobie, że w sumie się z tobą spoufalam, to kulka w łeb murowana - chyba się bał lub po prostu mnie nie chciał widzieć na oczy. - Zachowaj to dla siebie, cokolwiek tam masz, naciesz się, nie wydawaj pieniędzy na starego starusieńkiego i staraj się nie odwdzięczać za rzeczy oczywiste, bo ci każdy normalniejszy pomoże w ten sposób, przecie i tak wszyscy w tym siedzimy. - chyba wylądował wtedy swoją całą złość oraz frustracje. Spojrzałam się na niego trochę zamyślona ale też i poważnie - No, zmykaj mi z widoku teraz, bo za chwilę zamykam. - dodał na sam koniec. 
Nie chcąc się sprzeczać, zostawiłam podarunki na ziemi następnie skierowałam się do wyjścia. 
- Do zobaczenia - odparłam machając ręką w jego stronę. On spojrzał się tylko na mnie wzrokiem mówiącym " Idź sobie już wreszcie! Nie chce ciebie tutaj!"
Wyszłam i skierowałam się do domu. Tam od razu położyłam się do łóżka i zasnęłam. Nic więcej nie było mi potrzebne w tej chwili. 
Ranek. Była godzina czwarta, więc oznaczało to, że muszę już wstawać. Zapewne się spóźnię ale to normalne u mnie, jeżeli chodzi o taką porę dnia. Że też zawsze mi muszą dawać patrole o takich godzinach! Gdyby nie to, to bym się z pewnością bardziej przydała, a tak to jestem jak chodzące zombie. Wzięłam małe co nie co na ząb. Wzięłam Ryuu że sobą i wyszła z mieszkania. Ziewałam przez całą drogę do głównej kwatery. Tam dostałam patrolowania okolic z wczoraj. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem na samą myśl o tym jak to ten mężczyzna będzie się na mnie denerwował. Co prawda trochę mi zeszło tuż po tym jak zdałam raport, ale kwiaciarnia była dzisiaj otwarta szybciej niż w inne dni. Jako, że zapomniałam czapki swojej z domu, dostałam jedna od pewnego żołnierza. Byłam mu wdzięczna, bo gdyby nie on z pewnością musiałabym wracać do domu po swoją. 
- Dzień dobry - przywitałam się z uśmiechem na twarzy, a on spojrzał na mnie w krzywy sposób.
- A ty tu czego? - spojrzał się na mnie.
- Przyszłam kupić kwiatki - orzekłam. Jako, że będę przechodzić koło kościoła to świetna okazja, aby wejść do środka i złożyć hołd jednemu z moich kompanów. - Tylko te kwiaty mają być we wesołych kolorach i najlepiej z jakąś wstążką ładną - dodałam, uśmiechając się. - No tak! - przypomniało mi się w ostatniej chwili. - Poprosiłabym również kilka kwiatków ale osobno. Mają być dla chłopców jak i dziewczynek - mój patrol miał dzisiaj nieograniczony czas, a że koło kościoła znajdował się również szpital dziecięcy to miałam wręcz doskonałą okazję aby zaliczyć dwa miejsca za jednym razem. - To jak będzie? - spojrzałam się na niego. 

<Stefka? ^^>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

środa, 4 kwietnia 2018

Od Stefki CD Usagi

Wyleciała w podskokach, a mnie przyszło się zacząć porządnie zastanawiać, na cholerę na to zrobiłem. Jeszcze mi kto nakabluje, napluje w twarz, bo sprzedałem nie tego tulipana, co trzeba i co będzie? Więzienie będzie za wspomaganie mutantów w potrzebie, bo nie potrafiłem po prostu jak człowiek zamknąć języka za zębami, zamilknąć i nie wtrącać się w sprawy osób trzecich, no tylko rzucam się jak Matka Teresa z Katapulty i ratuję te bogu ducha winne istoty, a sam potem za to życiem przepłacę, zobaczycie. Jeszcze mnie bohaterem narodowym uczynią, jak się już spod okupacji wymskną. Stefka Mazur, samotny kwiaciarz alias Gołębie Serduszko, przetrzymywał posiadaczy anomalii między nowymi dostawami odżywek do kwiatów, gdzie moja pokojowa nagroda Nobla, powinienem dostać już co najmniej trzy. Nie będą nam niemcy pluli w twarz, powiadam wam, jeszcze zadbam o...

Nie, zdecydowanie nie, panie ptasiarz proszę usiąść spokojnie i się nie wyrywać, bileciki do kontroli, nie ma? No to proszę nam podać swój pesel, spokojnie, proszę się nie martwić światem i pańskim własnym jestestwem, pan przecie i tak jest tylko mięsem.
Mówię wam, kiedyś jednak uwierzę w słowa muzyka, którego do tej pory namiętnie słuchałem i zrobię te pierdolone sześć zer.
Aż korzystając z okazji i chwili spokoju, bo godziny martwe nadeszły, nikt nosa z domu nie wystawiał, załączyłem playlistę na starej, zjechanej już nieco komórce i zacząłem bujać się w rytmy hitów sprzed dobrych trzech, czterech lat, wspominając przyjemne chwile, gdy jeszcze nikt ci nie wsadzał shotguna do mordy, albo nie przykładał spluwy do czoła, bo akuratnio jakoś tak się krzywo zerknąłeś.
Odliczałem godziny, minuty, sekundy, do zamknięcia tego nieszczęsnego budynku, spierdzielenia w domu, przejarania paczki szlugów i zaginięcia w odmętach pościeli, mrucząc pod nosem, bo ciepło, bo miło, bo wygodnie.
No, a na dosłownie chwilę przed zamknięciem sklepu do środka ponownie wparowała uszasta dziewoja, czego początkowo nie zakodowałem, dopiero gdy usłyszałem jej głos, jakiś tam pstryczek mi przeskoczył we łbie.
— Dobry! — odparła, gdy z przyzwyczajenia rzuciłem przywitaniem, no, a że pora już późna, to trzeba było się należycie przywitać, prawda? Zerknąłem na kobietę. Nie no, bliżej jej było do nastolatki. — Przepraszam, że się narzuciłam dzisiejszego ranka. Dziękuję również za pomocną dłoń. W ramach podziękowania przyniosłam coś dla pana.— W moją stronę poleciały dłonie z prezentami, na których widok brwi momentalnie mi podbiło do góry, a mowę nieco odebrało, bo co ja miałem teraz, do cholery jasnej zrobić.
Zaburczałem pod nosem, mruknąłem coś, warknąłem i westchnąłem cicho.
— Kochanieńka moja, to cudownie z twojej strony, naprawdę, ale cholera, jak mi zobaczą, co się dzieje, to nam obu może się dostać, a jak ci jeszcze znowu te uszęta wynajdą i przypomną sobie, że w sumie się z tobą spoufalam, to kulka w łeb murowana — burknąłem, stukając palcami o ladę. — Zachowaj to dla siebie, cokolwiek tam masz, naciesz się, nie wydawaj pieniędzy na starego starusieńkiego i staraj się nie odwdzięczać za rzeczy oczywiste, bo ci każdy normalniejszy pomoże w ten sposób, przecie i tak wszyscy w tym siedzimy. — Westchnąłem pod nosem. — No, zmykaj mi z widoku teraz, bo za chwilę zamykam.

Od Usagi CD Stefki

Zaczęłam krążyć po kwiaciarni. Każdy z kwiatów miał specyficzny ładny zapach. Kwiat, której nazwy nie znałam, nosił dość specyficzną nazwę. Nie znałam co prawda tego kwiatu z wyglądu, ale nazwa obiła mi się o uszy. Spojrzałam się na mężczyznę, który wyglądał przez szybę okna. Ceglane włosy błyszczały się w promieniach słońca. Pojedyncze siwe włosy mało co byłe zauważalne. Oczy, które podążały za ludźmi zza okna. Mężczyzna czekał, aż tamci sobie pójdą. Postura mężczyzny była postawna, zupełnie tak jakby kiedyś był policjantem czy coś w tym stylu. W mundurze zapewne było mu do twarzy.
- To ja będę się już zbierać — pomachałam mężczyźnie. Wzięłam Ryuu w objęcia, następnie wyszłam ze sklepu.
Przyjrzałam się godzinom otwarcia sklepu. Miałam zamiar odwdzięczyć się mężczyźnie w odpowiedni sposób. Po zdaniu raportu mojemu przełożonemu mogłam wrócić do domu. Dzisiejszy dzień należał do tych luźniejszych, cieszyłam się z tego nieogromnie. Weszłam do sklepu, tam poprosiłam starszą sprzedawczynię czy mogłaby mi zapakować małe co nieco z jej sklepu jako prezent w ramach podziękowania. Pyszne ciastka, które to staruszka sprzedawała w tym sklepie były najlepsze, jakie znałam w tutejszej okolicy. Dodatkowo zakupiłam małą buteleczkę trunku. Co jak co, ale tamten mężczyzna był wystarczająco duży, aby pić alkohol. Ciastka zapakowane były w przepiękne, kolorowe pudełko wraz ze wstążką na samej górze. Natomiast butelka trunku nie została zawinięta w papier czy coś. Co to, to nie! Buteleczka sama w sobie była ładna. Mała wstążka wystarczyła, aby ją odpowiednio przyozdobić. Spojrzałam się na zegarek. Miałam jeszcze jakieś czterdzieści minut przed zamknięciem kwiaciarni. Dojście do celu zajęło mi około dwudziestu minut. Pozostało mi tak więc jeszcze ostatnie dwadzieścia minut, nim ceglasto-włosy mężczyzna zamknie swój biznes. Weszłam do środka, a mały dzwoneczek dał znać, iż kolejny klient przyszedł.
- Dobry wieczór! - usłyszałam znajomy głos.
- Dobry! - powiedziałam radośnie z wymalowanym uśmiechem na twarzy. - Przepraszam, że się narzuciłam dzisiejszego ranka. Dziękuję również za pomocną dłoń. W ramach podziękowania przyniosłam coś dla pana. - wyciągnęłam obie dłonie wraz z oba prezentami dla niego.

<Stefka? trafiłam z prezentem? ^^>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Stefki CD Usagi

Sam nie wiem, co już wtedy do końca we mnie wstąpiło i od kiedy stałem się takim obrońcą uciśnionych, Matulką Teresą, Ojcem Zagubionych Owieczek i et cetera, bo już od dawien dawna mną tak nie wstrząsnęło, żebym, po pierwsze — rzucał się na pomoc jakiejś nastolatce, po drugie — podnosił głos, po trzecie — ogólnie jakkolwiek wychylał się ze swoich bezpiecznych czterech ścian, do których w sumie za chwilę ją zaciągnąłem, mając nadzieję, że tam jakoś skryję gówniarę przed masą rozeźlonych panienek z karabinami. Oj, jacy oni groźni, oj, oj!
— Dlaczego od razu nie uciekłaś gdy twoja czapka spadła z głowy! Masz szczęście, że ci strażnicy ciebie nie zobaczyli! — ryknąłem, za chwilę samemu dziwiąc się swojemu zachowaniu, bo cholera, Stefuńcia kochany, ty się tak nie zachowujesz i każdy o tym wie. No, najwidoczniej raz na jakiś czas, przy takiej ilości emocji i adrenaliny w żyłach, jednak załącza ci się jakiś tam pstryczek. Kryzys wieku średniego, te sprawy, proszę pana, znowu chce być pan piękny i młody, ratować cudne niewiasty, a tutaj już się nie da, bo ci za chwilkę dysk wypadnie i co wtedy?
Nagle wytargała skądś pandę. Jebaną pandę, zaraz, wróć, co?
— Czy nic ci się nie stało? — zagadnęła do pandy. Gadała do pandy. Co?
— Spokojnie, nic mi nie jest! — Panda gadała. — Dziękuję za troskę, a teraz podziękuj temu panu tak jak się mu należy — powiedziała, wskazując na mnie łapą. Puchatą łapą. Na mnie. Gadając. No, tego jeszcze nie grali. Nie ukrywam, oczy miałem jak pięć złotych w dobry, słoneczny dzień.
— Dziękuję panu za uratowanie Ryuu! — Ukłoniła się, wywołując na mojej twarzy automatyczny grymas. — Czy to pana sklep? — zagadnęła, rozglądając się dokładniej po klitce i zanim dobrze zdążyłem odpowiedzieć, ta zadała kolejne pytanie. — Jak nazywają się te kwiaty? — spytała, pokazując palcem [fe, nieładnie] jakieś chabazie na trzeciej półce od góry. Oczywiście szczerzyła się jak mało kto. Przewróciłem oczami.
— Nie ma za co, tak to mój sklep, orchidee — mruknąłem, przechodząc tuż obok dziewczyny i wyglądając przez okno. Oczekiwać tylko, aż wojsko śmignie przez ulicę, wypierdzielić ją stąd w trybie natychmiastowym, bo nie chcemy problemów, podrapać się po brodzie i udawać, że niczego się nie zrobiło. Plan idealny, Stefka, że z ciebie jednak stratega nie zrobili...

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Usagi CD Stefki

Uciekający chłopak wpadł na mnie i nie mówiąc ani słowa pobiegł dalej. Mogłam mu przyznać, że potrafi szybko biec nie mniej jednak to go nie usprawiedliwiało. Zastanowiłam się dlatego też tak szybko ucieka. Miałam nadzieję, że nikt nie zauważył moich uszu. Miałam cichą, a zarazem ogromną nadzieję, że nikt ale to nikt ich nie zauważył. W pewnym momencie jakiś mężczyzna podszedł do mnie i próbował mi pomóc wstać.
— Wstajemy, wstajemy, no, chyba że chcesz, żeby ci nasi strażnicy miejscy uszęta upierdolili przy samym łbie — warknął do mnie, a ja kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Zrobiłam jednak tak jak kazał i poszłam tuż za nim. Weszliśmy do środka jakiejś kwiaciarni. Od razu poczułam rozmaite zapachy kwiatów.
- Dlaczego od razu nie uciekłaś gdy twoja czapka spadła z głowy! Masz szczęście, że ci strażnicy ciebie nie zobaczyli! - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zachowywał się zupełnie tak jak major. Spojrzałam się na niego, wyglądał chyba na zmęczonego. Spojrzałam się na moje ramię na którym siedziała moją panda Ryuu.
Wzięłam w obie dłonie Ryuu i wyciągając dłonie na wprost mnie spojrzałam sir na jego pyszczek.
- Czy nic ci się nie stało? - zignorowałam na chwilę mężczyznę. Martwiłam się o Ryuu bo jakby nie było to ja tylko jemu ufałam.
- Spokojnie, nic mi nie jest! - powiedział na głos. - Dziękuję za troskę, a teraz podziękuj temu panu tak jak się mu należy - skierował swoją pandzią łapkę w stronę wysokiego mężczyzny.
- Dziękuję panu za uratowanie Ryuu! - wzięłam pande do siebie, aby było mi wygodniej. W ramach podziękowania skłoniłam się w pół. - Czy to pana sklep? - zapytałam. Zaczęłam rozglądać się po sklepie. Było dużo kwiatów. Niektóre z nich znałam, ale niektóre były takie ładne a i tak ich jeszcze nie widziałam, a co za tym szło nie znałam ich nazwy. Jakoś chciałam uniknąć tematu o moich uszach. - Jak nazywają się te kwiaty? - wskazałam palcem na nieznane mi kwiaty, a wzrok zwróciłam ku wyższemu ode mnie mężczyźnie. Uśmiechnęłam się wesoło w jego stronę.

<Stefka?>


sobota, 31 marca 2018

Od Stefki CD Usagi

Kolejny dzień na tych starych śmieciach. Zadanie na dziś? Nie wpaść pod ślimaki czołgu, nie podpaść w żaden sposób żołnierzom na patrolu i może zrobić jakieś zakupy, bo lodówka świeciła pustkami, nie licząc tej brązowej butelki z resztką piwa sprzed tygodnia. Cholernie nie chciało mi się go wylewać. Wracając, no, ogólnie rzecz biorąc standardowy pakiecik tej obrzydliwej sielanki, której miałem już naprawdę powyżej uszu.
Zawalone ulice, kitrające się po ciemniejszych uliczkach dzieciaki i te pierdzielone obchody, gdzie nikt nie był właściwie bezpieczny, nawet neutralny cywil. Ba, neutralny cywil był w szczególności zagrożonym gatunkiem, jak nie konspiracja, bo sprzedasz nas wojsku, jak nie wojsko, bo pewnie trzymasz z konspiracją, to inny cywil, bo debilowi się ubzdura, że na pewno, ale to na sto procent jesteś anomalią, bo przecież krzywo ci się z oczu patrzy i chcesz go ciachnąć szybciej, niż zdążyłby powtórzyć imię swojej matuli. Naprawdę, pierdolę taką politykę, w jakim świecie przyszło mi żyć?
Odpaliłem papierosa, zaciągając się i dokładnie obserwując okolice, oczywiście ze względnie głupkowatym wyrazem twarzy, taktyka na skończonego idiotę dobrze sprawdzała się w ostatnim czasie i nie zapowiadało się na to, żeby akurat ta kwestia poddana została jakimkolwiek zmianom. Ani okupanci, ani rebelianci nie mieli ochoty cackać się z podstarzałym, nieco pozbawionym zdrowych zmysłów panem z kwiaciarni, prawda? A nawet jeśli, to sam zadbam o to, żeby w trybie natychmiastowym stracili zainteresowanie moją osobą.
Widok spierdzielającego przed żołnierzami chłopaczka o poranku był jak miód na połamane serducho, wystarczyło podstawić pod tego nutkę z Benny Hilla, patrzeć i zrywać boki, a w rzeczywistości najlepiej się nie przyglądać, bo będziesz następny.
Przy okazji, dla podkręcenia skali komiczności całej sytuacji, musiał wbić się jak taran w jakąś bogu ducha winną kobietę, przewrócić ją i popędzić dalej ile sił w tych chudych nóżkach.
— Powinieneś uważać jak biegasz! — wrzasnęła za nim rozjuszona nastolatka. Rozjuszona nastolatka z uszami, która siedziała na ziemi, idealnie na torze wyznaczonego dla naszych władców osiedla z karabinem zamiast pałki.
Oczywiście jak bardzo bym nie chciał zostać w tej całej sytuacji typowym, szarym Kowalskim, który będzie tylko oglądał cały teatrzyk, tak musiał, jak zawsze zresztą, załączyć mi się tryb Matki Teresy z Katapulty i jak ostatni głąb podreptałem do kobiety, by złapać ją za ramię i zacząć ciągnąć go góry.
— Wstajemy, wstajemy, no, chyba że chcesz, żeby ci nasi strażnicy miejscy uszęta upierdolili przy samym łbie — warknąłem, dalej starając się postawić kobietę na nogach.

Od Usagi

Byłam na łące. Kolorowe kwiatu otaczały mnie, a czyste, niebieskie niebo na którym świeciło przepiękne słońce. Stałam sama, a postać która stała przede mną była niewyraźna. To co widziałam to to, że ta osoba się uśmiecha. Jego uśmiech był ciepły, miły dla oka. Coś powiedział jednak ja tego nie usłyszałam. Słońce oślepiło mnie, a tej osoby nie było. Otworzyłam swoje oczy. To był tylko sen. Zwykły sen. Położyłam dłoń na swoim czole. Promienie słońca wchodziły przez okno i padały wprost na moją twarz. Czułam jak moje nogi są ciężkie. Jakby ktoś na nich spał. Przeszłam do pozycji siedzącej. Zwróciłam swój wzrok na moje nogi. Był to tylko Ryuu, który zamienił się w pande. Wyglądał uroczo gdy spał. Wzięłam delikatnie swoje nogi z których zrobił sobie poduszkę.

Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
- Ryuu wstawaj! - stanęłam, a on otworzył swoje małe pandzie oczy. Wzięłam go na ręce. Był trochę ciężki, ale nie było aż tak źle. Postawiłam go na blacie kuchennym. Wciąż był śpiący. Zrobiłam nas śniadanie, które zjedliśmy wspólnie.
- Czy masz przez cały dzień zamiar być panda? - zapytałam się, a on spojrzał na mnie.
- Tak - odparł krótko, uśmiechając się delikatnie.
- To zrób coś, żebyś nie był taki ciężki - powiedziałam po czym udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic po którym się odrobinę rozluźniłam. Sen wciąż tkwił mi w głowie, zwłaszcza ten moment w którym próbuję mi coś powiedzieć. Zupełnie nie wiedziałam co powiedział.
Ubrałam się i przygotowałam do wyjścia. Ryuu zawiesił się na moim ramieniu. Jego waga była lżejsza od tej porannej. Pogłaskałam go po głowie. Wyszliśmy oboje z naszego mieszkania i ruszyliśmy na miasto. Dostałam rozkazy, aby przyjrzeć się pewnej sprawie. Od jakiegoś czasu coś się działo, ale nikt jeszcze nie wiedział co. Ja miałam się o tej sytuacji dowiedzieć więcej. Schowałam swoje uszy pod czapką. Nie chciałabym mieć przez to jakichś problemów. Idąc sobie spokojnie ulicami, które nie były za bardzo zatłoczone, rozglądałam się do okoła. Nie wiem jak to się stało, ale chłopak który przed czymś uciekał wpadł wprost na mnie. Ja upadłam na ziemię, a moja czapka spadła mi z głowy. Szybko wzięłam ją do ręki i założyłam na głowę. Spojrzałam się na siedzącego Ryuu na moim ramieniu. Na szczęście nic mu nie było.
- Powinieneś uważać jak biegasz! - spojrzałam się na niego będąc trochę zła.

<Jakiś chłopak?>