M

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eliza "Rene". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eliza "Rene". Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 kwietnia 2018

Od Rene CD Friedricha


Sama w mieście, w którym jestem teoretycznie pierwszy raz. Zero łączności z baza, żadnej mapy ani chociaż znaku. Owszem, kiedyś bywałam z rodzicami w Polsce...przez stolicę przejeżdżaliśmy raz, zazwyczaj siedzieliśmy po prostu w Gdańsku. Spróbowałam skupić myśli i przypomnieć sobie mapę Warszawy, którą studiowałam kilka godzin wcześniej...bezskutecznie.
- Ogarnij się Elizo, to nie czas na jakieś paranoje - zacisnęłam pięści
Nagle coś ścisnęło mnie w klatce piersiowej, powietrze uciekło z płuc i nie chciało wrócić. Upadłam kolanami na ziemię, łapiąc się za żebra, jednocześnie szybko sięgając do buta - ukryta tam była mała strzykawka z niebieskawym płynem. Bez ceregieli wbiłam sobie ją w żyłę na lewej ręce i wpuściłam połowę substancji do krwiobiegu. Oparłam się o najbliższe drzewo, zbawczy haust powietrza nastąpił szybko.
To już trzeci taki atak, a ja wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Nie mogę znieść myśli, że już do końca życia będę wadliwa.
***
Szybko zrezygnowałam z pomysłu szukania GPS`a, tylko zwróciłabym na siebie niepotrzebną uwagę. Po ataku moja trzeźwość umysłu powróciła i zdążyłam się mniej więcej zorientować, gdzie jestem. Wyszłam już z parku, kierując się do najbliższego budynku. Przy ścianie była drabinka, która pozwoli mi wejść na dach...może uda mi się coś stamtąd zobaczyć.
Jeśli jestem tam, gdzie założyłam, to Pałac Kultury powinien być na lewo...jest! Budowla wyglądała, jakby jakiś dinozaur wygryzł połowę. Podobno Niemcy urządzili sobie imprezę w tamtejszym teatrze, która skończyła się dość...wybuchowo.
Gładko zeszłam z drabinki, zeskakując z ostatniego szczebelka, byłam w dobrym humorze. Wystarczy, że pójdę teraz prosto pod Pałac, a stamtąd ogarnę spokojnie drogę powrotną. Pełna optymizmu ruszyłam przed siebie.

<F? Wybacz, że tak długo...ja się poprawie ;-;>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

czwartek, 19 kwietnia 2018

Od Rene CD Fajki

Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się szeroko.
- Więc mam nadzieję, że zagościsz u nas na stałe. A teraz usiądź, mamy trochę do obgadania - wskazałam jej sofę stojącą pod ścianą, umyślnie unikając siadania przy biurku - zdradziłabym się, że to moje biuro.
Usiadłyśmy obok siebie, papiery położyłam na małym stoliku do kawy.
- Zanim podpiszesz formularz, muszę cię zaznajomić ze wszystkimi zasadami i...ewentualnościami. Po pierwsze: nie odpowiadamy za twoją śmierć, uszkodzenia, ułomności nabyte w czasie służby.
Widziałam, jak dziewczyna przełyka ślinę, przyjmując informację do wiadomości.
- Obowiązuję bezgraniczna posłuszność o każdej porze dnia i nocy, całkowite poświęcenie sprawie i przede wszystkim mężne serce - uśmiechnęłam się do niej, by nieco złagodzić swoje słowa - Od chwili podpisania zostaniesz przydzielona do kadetów, którzy pod okiem Daniela przechodzą wstępna zaklimatyzowanie się tutaj. Później czeka cię trening...naprawdę nie jest łatwo - westchnęłam, przypominając sobie swój własny, który i tak był przyspieszony.
Odwróciłam się teraz w jej stronę, siadając pod turecku na sofie, i położyłam jej dłoń na ramieniu. Przez cały ten czas dziewczyna nie odzywała się ani słowem, kompletnie nie wiedziałam, jak mam to odbierać.
- Słuchaj, nie bez powodu cie wybrałam. Nie każdy napotkany mutant trafia tutaj. Widzę w tobie potencjał, którego nie możesz zmarnować. Wierzę, że uda ci się rozwinąć skrzydła...i wtedy polecisz, polecimy razem uratować ten świat przed nim samym.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, o mało nie zerwałam się z sofy.
- Starsza szeregowa Rene! - krzyknęłam, alarmując osobę po drugiej stronie, że dzisiaj jestem zwykłym członkiem ruchu oporu.
Drzwi otworzyły się, ukazując brązowa czuprynę i nieziemsko przystojną twarz.
Wstałam i zasalutowałam, niezdarnie powtórzyła ten ruch za mną Zoe. Daniel pozdrowił nas ruchem głowy i podszedł do biurka, siadając na fotelu.
- Moja praca skończona, znajdź mnie później na stołówce - ruszyłam do przodu z zamiarem wyminięcia dziewczyny, ale jednak zatrzymałam się tuż przy niej - No chyba, że będziesz bardziej zajęta - szepnęłam, uśmiechając się do niej dwuznacznie

<Zoe?XD Sam na sam z przystojniakiem>

[NASTĘPNA CZĘŚĆ]

sobota, 31 marca 2018

Od Rene CD Fajki

Musiałam to zrobić. Po prostu musiałam.
Wyrwać się z tego miejsca, pooddychać trochę świeżym powietrzem i przemyśleć parę spraw. Gdyby ktoś mnie przyłapał, powiedziałby, że zachowuję się głupio i nieodpowiedzialnie. A może ten ktoś by zrozumiał. Tam, pod ziemią, wszystkie moje myśli plączą się i nie chcą złożyć w sensowną całość - duszę się tam.
Warunki mamy dobre, przeciętny cywil wyśmiałby mnie i chętnie się zamienił.
Mam wrażenie, że chyba mam traumę przebywania pod ziemią.
Wyszłam z bazy najdalszym przejściem, jakie znam, strażnicy przepuścili mnie bez nawet jednego pytania - przecież jestem generałem. Nadal do mnie to czasem nie dociera.
Zawahałam się przez chwilę, stając przed włazem. Ludziom wydaję się, że dowódcy mają najlepsza robotę - gówno prawda. Wychodzę, zostawiając tych ludzi, którzy wierzą w moją nieomylność i opanowanie. Wierzą, że jestem ze stali...ale ja jestem tylko człowiekiem. Jednak nie mogę tego okazywać, to by zburzyło ich świat. Musimy pokazywać, że jesteśmy silni...a tak naprawdę czasem jesteśmy bardziej krusi niż dzieci.
A może tylko tak usprawiedliwiam swoją słabość? Może, może, może...wszystko "może", "chyba". Zdecydowanie za dużo myślę.
Zdążyłam już trochę poznać miasto, dotarcie do najbliższego parku nie sprawiło mi większych trudności. Świeży zapach deszczu, kokrej trawy... tego było mi trzeba.
- Hej! Ty
Moje serce zamarło nagle, wszystkie kończyny były jak sparaliżowane. Dobrych parę sekund, w których mogłam zginąć, zajęło mi dojście do siebie. Nic się jednak nie wydarzyło.
Spostrzegłam siedzącą na ławce białowłosą kobietę - to ona musiała być źródłem mojego zawału serca.
- Nie chcesz może trochę ciasta czekoladowego?
Wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Okej, nie tego się spodziewałam...myślałam, że zaraz do ziemi przygniecie mnie jakiś Niemiec w mundurze, ewentualnie Włoch czy jakiś Rosjanin.
Może jestem głupia, ale poczułam nic zrozumienia z tą dziewczyną...coś w niej było, coś...co nie pozwalało przejść obojętnie. Nie wydawała się groźna, ale sięgnęłam do paska ukrytego pod płaszczem i odbezpieczyłam broń. Ostrożności nigdy za wiele.
Usiadłam kawałek dalej na ławce, między nami dziewczyna postawiła tort.
- Przepraszam, to co powiedziałam zabrzmiało strasznie głupio - zaśmiała się - Czuję się jak pedofil
- Nie szkodzi, po prostu w tych czasach trzeba być ostrożnym...- ściszyłam głos
Uśmiechnęłam się szeroko do kobiety, kiedy podawała mi wielki kawał ciasta na serwetce. Palce lizać.
Nagle usłyszałyśmy głośne śmiechy, a po chwili na horyzoncie ukazali się nam policjanci. Starałam się zachować spokój, ale moja towarzyszka drgnęła nerwowo. Pewnie też bym tak zareagowała, gdyby wcześniej ona nie zaserwowała mi zawału. Faceci ewidentnie kierowali się w naszą stronę.
Gdy tak drgnęła i obróciła się w prawo, skąd nadchodzili, zauważyłam, że jej ręka przez chwilę dymiła. Przysięgam, dym przysłonił całą jej dłoń.
- Uważaj! - krzyknęłam, przykładając do jej dłoni płaszcz, żeby ugasić ogień.
Ona spojrzała na mnie ze szczerym przerażeniem w oczach. Rękaw mojego ubrania przeszedł przez jej dłoń na wylot. Co do chole...
- M-Muszę już iść - powiedziała zachrypniętym głosem
Dopiero wtedy zrozumiałam. Szybko zerwałam się za białowłosą, gdzieś za sobą usłyszałam krzyki policjantów. Cholera, jeszcze tego brakowało. Dość szybko biegała jak...ale ja byłam równie dobrą sprinterką, w dodatku z dłuższymi nogami. Na następnej ulicy padłam na nią z całej siły, przygniatając ciałem do ziemi. Zaczęła się wyrywać i szarpać, ale na szczęście miała tyle rozumu, by nie krzyczeć. Turlałyśmy się po mokrym asfalcie, za nic nie mogłam jej unieruchomić, w ostateczności więc wyjęłam broń i przyłożyłam jej do skroni.
Dopiero wtedy przestała wierzgać.
- Słuchaj, nie chce zrobić ci krzywdy, wysłuchaj mnie...- zaczęłam spokojnie głosem profesjonalnego psychologa - Wiem, że wszyscy ci tak mówią, a zwłaszcza te szumowiny, ale wierz mi...należę do ruchu oporu. Możesz dołączyć do nas.
Oczy jej się zaświeciły.
- A więc to prawda...
- Tak, dostaniesz łóżko i ciepłe jedzenie...
- Skąd wiesz, że mnie przyjmą, a nie zamkną? Przyjmujecie od tak każdego  włóczęgę? - przerwała mi
To fakt, czasem nasze środki ostrożności wymagają zamknięcia kogoś, kto zawędrował do nas w nietypowych warunkach...ale zdarza się to stosunkowo rzadko, przeważnie wypuszczamy takiego mutanta już po paru dniach.
Już chciałam ją zapewnić, że to ja rządzę i zrobię wszystko, by została od razu przyjęta, bo jej ufam...kiedy przypomniałam sobie, że nie mogę. Przepisy wymagają, by nikt nie wiedział, kim są generałowie. Zapobiega to wsypaniu najważniejszych szych w razie złapania.
- Mam pewne wpływy. Znam bardzo dobrze kogoś, kto jest blisko jednego z generałów. To idziesz? - schowałam broń i wyciągnęłam do niej dłoń, by pomóc jej wstać z ziemi - I nie jesteś byle włóczęgą, chciałaś podzielić się ze mną swoim ciastem, chociaż wcale mnie nie znałaś.

<Fajka? :3>

poniedziałek, 26 marca 2018

Od Rene CD Friedricha

Już od prawie dwóch tygodni byłam w bazie rebeliantów w Warszawie. Przystosowywałam się do konspiracyjnego życia, poznawałam ludzi...moich ludzi, nad którymi wkrótce obejmę dowództwo, jako jeden z czterech generałów.
Oni uważają, że potrzebuję psychiatry. "Tak traumatyczne przeżycia wymagają specjalistycznej pomocy" - powiedziała Tamara Jabłońska, pseudonim "Bruno". Jest bardzo szanowanym generałem Korpusu Dywersyjnego. Podoba mi się ten brak dyskryminacji kobiet, w Polsce kobiety są silne. Za każdym razem, kiedy o tym myślę, czuję dumę z powodu swoich korzeni.
Nasza baza mieści się dosłownie pod ziemią, można wejść tam tylko przez dwa przejścia - przez kanały i starą, rozpadającą się gorzelnię. Przynajmniej o tych dwóch przejściach mi wiadomo. Nie ma szans, żeby wróg dostał się do środka - mutanci skutecznie maskują nasze miejsce pobytu. Ich moce tak bardzo mnie fascynują, zawsze szukałam podobnych do mnie. Dlatego zostałam naukowcem, po prostu muszę dowiedzieć się czegoś więcej o swojej rasie. Skąd się wzięliśmy? Dlaczego każdy ma inną anomalię? No dobra, chyba trochę przynudzam - nie każdego interesują takie rzeczy.
Dostałam fałszywy dowód tożsamości, cały opis życia "fałszywej mnie". Przecież Eliza Fraser oficjalnie nie żyje, jest tylko Karolina Andrzejewicz. Przez ostatnie dwa tygodnie musiałam odbyć szybkie szkolenia ze sprawności fizycznej, broni i sytuacji politycznej. Moja nowa tożsamość musiała wyryć się w mojej pamięci, nawet obudzona w środku nocy musiałam wyrecytować kim jestem, skąd pochodzę i czym się zajmuję - dopiero wtedy uznano, że można wypuścić mnie z bazy. Z jednej strony pragnęłam w końcu wyjść, zrobić coś, działać... ale z drugiej ganiłam sama siebie za młodzieńczy zryw, w końcu byłam już dorosłą kobietą, a to nie wypada. Ale w sumie co tak naprawdę na wojnie wypada?

***
Pomału otworzyłam oczy, ponieważ ostre światło skutecznie uniemożliwiało mi normalne zrobienie tej czynności. Cholerna lampka znowu się zapaliła. Pewnie stoi za tym jakiś mutant panujący nad elektrycznością. Zawsze byłam chodzącym alarmem, jakakolwiek zmiana w otoczeniu mnie budzi. A przez to wszystko, co się ostatnio dzieje, jestem jeszcze bardziej czujna. Raz przestraszyłam się chustki, która spadła z wieszaka i wydała z siebie delikatny odgłos szurania, na który inny człowiek by się nie zerwał z łóżka jak oparzony. Spojrzałam na zegarek.
5:30
No dobra, może przydałoby się wstać. O 6:30 mam się stawić do odprawy, dzisiaj wybieram się na górę - ostatnia część szkolenia. Zgarnęłam jednym ruchem mundur wiszący na krześle i skierowałam swoje kroki do wspólnej łazienki na korytarzu. Jestem typem, który się myje raczej wieczorem, ale po wczorajszym strzelaniu miałam tylko ochotę zanurzyć się w kocu i tak też wczoraj zrobiłam.
Z resztą prysznic dobrze mi zrobi, może przestanę chodzić taka spięta.
Znam zasady: nie wychylać się, nie patrzeć na kamratów, nie przyznawać się, szybko biec
Usiłując zrobić jak najmniej hałasu, wykapałam się i umyłam zęby, ułożyłam włosy. Spojrzałam na siebie w lustrze. Nigdy nie lubiłam swojego odbicia, generalnie nigdy nie lubiłam specjalnie siebie. Ale zazwyczaj staram się nie zaprzątać tym sobie głowy. Dzisiaj wyglądałam znośnie, ale czy tak wygląda cywil? Już teraz ludziom brakuje podstawowych rzeczy. Rozpuściłam włosy i potargałam je nieco, przy lekko kręconych włosach nadal wyglądało to za ładnie. Ha, zadziwiające jak nagle podskoczyła mi samoocena. Odpuściłam i po prostu wyszłam na korytarz, kierując się na stołówkę. O nie, prawie bym zapomniała - soczewki. Muszę je nosić, żeby chociaż moje oczy miały normalny odcień, bo wszystko inne krzyczy we mnie "Jestem mutantką! Zastrzel mnie!".
***
Opatulona w kurtkę i w kapturze na głowie przemierzałam ulice Warszawy ramię w ramię z moim trenerem, którego przydzielił mi osobiście Daniel. Generalnie zostałam miło przyjęta w podziemiu, ale widziałam te spojrzenia, kiedy wychodziłam dzisiaj z bazy. Nie było ich wiele, ale wszędzie znajdą się takie osobniki.
- Co ona tu robi? Kim jest, że się tak wysoko nosi? Dlaczego jest traktowana w specjalny sposób?
To smutne, że nawet w okresie kryzysu ludzie nie potrafią się do końca zjednoczyć. Gdyby wiedzieli, może by zrozumieli...ale nie mogą wiedzieć, kim jestem. To zwykli szeregowi, którzy po łapance wydadzą na torturach wszystko, byle ocalić własna skórę lub rodzinę.
To nie jest tak, że ich oceniam. Pewnie zrobiłabym to samo. Dlatego zawsze mam przy sobie arszenik.
Nagle poczułam ukłucie z boku, to mój partner szturchnął mnie łokciem. Bezgłośnie wskazał głową na wojskowy wóz, który leniwie toczył się po drodze. Pamiętam procedury, musimy się rozproszyć.
Szybko skręciłam w jakąkolwiek uliczkę, mój GPS pokaże mi później, gdzie jest reszta.
Uradowana, że udało mi się uciec, szłam dalej...aż uliczka się skończyła. Cholera, ślepy zaułek. Rozejrzałam się wokół i spostrzegłam mur. Łatwizna.
"Łatwizna" trwała pięć minut, zanim wdrapałam się na górę i zeskoczyłam na drugą stronę, w inną uliczkę. Chciałabym być wyższa.
Nagle coś uderzyło we mnie z całym impetem. Już sięgałam niezdarnie po broń, kiedy wróg złapał mnie za ręce...w dość delikatny sposób.
-Entschuldigung - pochylił głowę w przepraszającym geście. - Moja wina. Die Papiere?
Szybko wróciłam do swojej roli i podałam mu dokument. Przyjrzał mi się badawczym wzrokiem, serce podskoczyło mi do gardła. Wciąż boję się mężczyzn.
- Behutsam. Następnym razem ostrożniej - uśmiechnął się patrząc na mnie wzrokiem "chcę cie przelecieć". - Życzę miłego dnia i proszę pamiętać o godzinie policyjnej. W razie problemów proszę zgłosić się do Friedricha Schocha - zasalutował i, ku mojemu zdziwieniu, poszedł dalej.
Jeśli tak wyglądają niemieccy żołnierze, to dlaczego jeszcze nie wygraliśmy tej wojny?
Na ramieniu widniała odznaka porucznika...jest kimś ważnym. Złamać reguły i iść za nim, licząc na to że nikt się nie dowie i...w najgorszym wypadku stracić głowę?
Nie powinnam. Cholera, muszę. Po cichu zaczęłam iść w pewnej odległości od wojskowego, gotowa w każdej chwili rzucić się w którąś z uliczek. Ku mojemu rosnącemu rozczarowaniu najwyraźniej robił tylko rutynowy obchód, ale w końcu przecież musi skierować się do bazy...
Gdy zatrzymał się na chwilę na jednej z ławek przy parku, wyjęłam GPS, żeby powiadomić dowódcę akcji o moim odkryciu. Mały, kwadratowy przedmiot, który powinien znajdować się w mojej kieszeni. Cholera, oczywiście, że musiał mi wypaść.


<Friedrich?Już się sierotka zgubiła w wielkim mieście>

niedziela, 18 marca 2018